Dużo ciemnej czekolady, aromatyczne banany i kilka innych dodatków – a po 30 minutach pieczenia powstaje z tego pyszne, czekoladowe ciasto. Potem pozostaje niecierpliwe czekanie, aż ostygnie i będzie można je pokroić. Powiem Wam, że warto czekać 🙂
Masło rozpuścić z czekoladą na małym ogniu (ja zrobiłam to w kąpieli wodnej). Lekko ostudzić.
Jajka ubić z cukrem na puszystą masę. Do masy jajecznej powoli wlewać przestudzone masło z czekoladą, cały czas miksując. Następnie dodać kakao, ekstrakt, mąkę i sól. Dokładnie wymieszać.
Ciasto wlać do wyłożonej papierem do pieczenia formy o wymiarach 33×22 cm (u mnie 30×25).
Banany obrać, pokroić w plasterki (nie za cienko) i ułożyć na wierzchu ciasta.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 175°C i piec przez ok.30 minut.
Jesienna klasyka – ciasto ze śliwkami. Tym razem w wersji orzechowej. Najsmaczniejsze w dniu pieczenia – ma wtedy delikatną chrupiącą skorupkę. Co nie znaczy, że na drugi dzień (o ile coś zostanie) smakuje gorzej 😉 Ma jeszcze jedną zaletę – długo zachowuje świeżość.
Masło utrzeć z cukrem pudrem i cukrem waniliowym. Wciąż ucierając dodawać kolejno jajka. Mąkę wymieszać z mielonymi orzechami, cynamonem i proszkiem do pieczenia. Dodawać ją do ucieranej masy na przemian z mlekiem.
Przelać do natłuszczonej i oprószonej mąką tortownicy o średnicy 24 cm [użyłam kwadratowej o boku 24cm]. Na wierzchu ułożyć śliwki skórką do dołu. Posypać brązowym cukrem wymieszanym z cynamonem.
Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180°C i piec przez ok.50 minut.
Potrawa, która praktycznie robi się sama. Wystarczy zrumienić mięso, zalać mlekiem i długo gotować. Tak długo, aż mleko zmieni się w gęsty, złocisty sos, a schab stanie się miękki i delikatny.
do smażenia : 2-3 łyżki masła + 1 łyżka oliwy/oleju
Schab natrzeć solą*, posmarować musztardą i obsmażyć ze wszystkich stron na rozgrzanym tłuszczu (najlepiej w garnku, w którym będziemy go dusić). Mleko zagotować.
Zrumieniony schab zalać gorącym mlekiem – mięso powinno być przykryte. Dodać obrany, rozgnieciony czosnek i ziarenka pieprzu. Postawić na małym ogniu i gotować tak długo, aż sos zgęstnieje i nabierze złocistej barwy (przez ok.3 godziny). Nie przykrywać garnka !
Od czasu do czasu zamieszać, żeby mięso nie przywarło do dna (pod koniec duszenia dość często). Można kilka razy obrócić schab w trakcie gotowania.
Gotowe mięso wyjąć z garnka i pokroić w plastry. Sos zmiksować i polać nim schab.
*można wcześniej natrzeć schab solą i ulubionymi przyprawami i ostawić na ok. godzinę w chłodne miejsce
gorczyca , ziele angielskie , czarny pieprz, liście laurowe
zalewa :
5 szklanek wody
1,5 szklanki cukru
1 szklanka octu 10%
2 łyżki soli
3 łyżki curry
1 łyżeczka kurkumy
Słoiki umyć i wyparzyć. Na dno każdego słoika wsypać 1 łyżeczkę gorczycy, wrzucić po 2-3 liście laurowe, 3 ziarna ziela angielskiego i 3 ziarna czarnego pieprzu.
Składniki zalewy zagotować.
Ogórki umyć i pokroić wzdłuż na cienkie plasterki*. Poukładać ciasno w słoikach, „na stojąco”. Zalać gorącą zalewą, zakręcić słoiki. Pasteryzować przez ok. 5-7 minut.
* w oryginalnym przepisie ogórki należało obrać ze skórki, ja wolę nieobrane, więc ten krok pominęłam
350 g cukinii startej razem ze skórką na tarce o grubych oczkach
posiekana 100 g tabliczka czekolady ( u mnie mleczna )
W misce wymieszać suche składniki : mąkę, kakao, sodę, proszek do pieczenia i sól.
W drugiej misce wymieszać dokładnie olej z cukrem pudrem, następnie dodać kawę i jajka, zmiksować.
Do masy jajecznej wlać 2/3 suchych składników i delikatnie wymieszać – nie za długo, tylko do połączenia składników.
Do miski z pozostałą częścią mąki wrzucić cukinię (wraz z sokiem, który puściła) i posiekaną czekoladę, wymieszać, aż proszek oblepi składniki. Wymieszać z resztą ciasta (do połączenia składników).
Wlać ciasto do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy o średnicy 25-26 cm [użyłam kwadratowej formy o boku 24 cm]. Wyrównać powierzchnię. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180°C i piec przez ok.40-50 minut [do suchego patyczka].
Właściwie to nie są takie tradycyjne, prawdziwe, dobrze wysmażone powidła – bardziej przypominają konfiturę śliwkową. Delikatna śliwkowa masa przypominająca galaretkę, z kawałeczkami śliwek smakuje po prostu obłędnie ! To poważna konkurencja dla zwykłych powideł (które zresztą też bardzo lubię) 🙂
przepis od mojej cioci Halinki 🙂
Składniki :
dojrzałe śliwki węgierki (najlepsze są takie lekko pomarszczone u nasady)
cukier w proporcjach 200 g na każdy kilogram śliwek
Śliwki umyć i wypestkować. Przełożyć do dużego, szerokiego garnka (najlepiej tego, w którym będziemy je później gotować), przesypując warstwami cukru. Przykryć i odstawić na minimum 4 godziny, a najlepiej na noc – powinny puścić jak najwięcej soku.
Rano garnek ze śliwkami postawić na najmniejszym palniku kuchenki i gotować na minimalnym ogniu przez 4 godziny. Garnka nie należy przykrywać, i – co najważniejsze – niewolno mieszać jego zawartości, bo się przypali. Po prostu stawiamy na kuchence i zapominamy o śliwkach na 4 godziny !
Po 4 godzinach masę śliwkową należy przemieszać i następnie przełożyć do wyparzonych słoików. Zakręcić. Pasteryzować przez 10 minut.
Czy uwierzycie, że jeszcze nigdy nie robiłam przecieru pomidorowego ?! To był mój pierwszy raz 🙂 Nie mam pojęcia, dlaczego dopiero teraz – tym bardziej, że bardzo dużo go używam w kuchni, najczęściej do sosu pomidorowego albo do zupy.
Nie mam zbyt wiele miejsca do przechowywania przetworów, więc postanowiłam zrobić chociaż kilka słoiczków. Do przecieru użyłam pomidorów lima, które na moim bazarku sprzedawane są pod nazwą „jajo’ 😉 , ale mogą to być każde inne pomidory.
Składniki :
bardzo dojrzałe, najlepiej mięsiste pomidory
sól
Pomidory umyć i ponacinać na krzyż. Sparzyć wrzątkiem, a następnie obrać ze skórki. Pokroić na cząstki i usunąć szypułki. Włożyć do dużego, szerokiego garnka, przykryć i gotować przez kilkanaście minut na średnim ogniu (pomidory mają się rozgotować).
Rozgotowane pomidory przetrzeć przez sito (można użyć miksera z przystawką do przecierania – bardzo ułatwia pracę). Wlać z powrotem do garnka, doprawić do smaku solą. Gotować na średnim ogniu (nie przykrywając garnka), aż przecier zgęstnieje.
Gorący przecier wlać do wyparzonych słoików lub buteleczek, zakręcić. Pasteryzować przez 15 minut.
W końcu się zmobilizowałam , żeby przełamać pourlopowe lenistwo i wrócić do blogowania. Ciężko było, ale się udało 😉
Jako pamiątkę z wakacji przywiozłam sobie własnoręcznie zrobioną ucieraną dziką różę. Byłam przeszczęśliwa, że udało mi się uzbierać wystarczającą ilość płatków 🙂 Dzięki temu mam słoiczek pysznej różanej konfitury, którą będę wzbogacać smak nadzienia w drożdżówkach i pączkach. Już nie mogę się doczekać 🙂
Konfitury z róży jest bardzo aromatyczna, więc wystarczy niewielka jej ilość dodana np. do powideł, żeby nadać im różany smak i zapach.
cukier – wagowo powinno go być 2 razy więcej niż płatków różanych
sok z cytryny lub kwasek cytrynowy
Płatki róży umyć, obciąć białe końcówki * . Ucierać partiami płatki z cukrem, najlepiej w kamiennej makutrze. Utarte przekładać do drugiego naczynia.
Utartą masę dokładnie wymieszać z sokiem z cytryny lub kwaskiem cytrynowym i przełożyć do wyparzonego słoika.Trzymać w chłodnym miejscu.
* w „Kuchni Polskiej ” zaleca się zalanie płatków wrzątkiem, odciśnięcie i następnie ucieranie z cukrem – ja ten krok pominęłam, bo przeczytałam o tym dopiero po powrocie
……………………………………………………………………………………………….
Moja róża była przygotowywana w warunkach polowych, ponieważ nie miałam dostępu do kuchni. Jedynymi dostępnymi naczyniami były szklanki, talerze i sztućce, więc musiałam sobie jakoś poradzić 😉 Płatki ucierałam, a właściwie ubijałam z cukrem w kubku, a utarte przekładałam później do słoika. Po powrocie do domu masę potraktowałam blenderem i doprawiłam kwaskiem cytrynowym. Konfiturę przechowuję w lodówce.
Jeżeli chodzi o proporcje składników, to „Kuchnia Polska” podaje takie :
Dostałam niedawno trochę wiśni i nie miałam pomysłu, co z nimi zrobić – a właściwie to miałam ich za dużo i nie mogłam się na żaden zdecydować 😉 Na forum cincin znalazłam przepis na wiśnie w syropie i ten sposób postanowiłam wykorzystać. Przepis jest prosty, choć nieco rozciągnięty w czasie, bo przygotowanie wiśni trwa trzy dni. Ale warto ! Na zimę będzie jak znalazł 🙂
Składniki :
wiśnie – u mnie ok. 4 kg
cukier – na litr soku 1 kg cukru + 1 szklanka do zasypania owoców
Wiśnie wydrylować, przełożyć do dużego garnka, zasypać 1 szklanką cukru. Odstawić , aż puszczą sok.
Powstały sok zlać do drugiego garnka, dodać cukier proporcjonalnie do ilości soku – na 1 litr płynu dać 1 kg cukru. Zagotować. Wrzącym syropem zalać wiśnie i odstawić na 12 godzin.
Po 12 godzinach ponownie zlać sok, zagotować i wrzącym zalać wiśnie. Odstawić na kolejne 12 godzin. Czynność gotowania i zalewania należy powtarzać przez 3 dni.
Na 3 dzień wiśnie włożyć do czystych, wyparzonych słoików i zalać zagotowanym, wrzącym syropem. Zakręcić i pasteryzować przez ok.10 minut.
Po przełożeniu wiśni do słoików zostało mi trochę syropu, który przelałam do dwóch 300ml butelek i również zapasteryzowałam.
Kolejny upalny dzień , kolejny przepis na lody i … kolejna blogowa rocznica. Dziś mija 6 lat od chwili , gdy zaczęłam przygodę z blogowaniem.
Moim pierwszym wpisem był przepis na ciasto wiśniowo-porzeczkowe. Trochę topornie napisany, niezbyt precyzyjny (no bo to pierwszy raz) – ale od czegoś trzeba było zacząć. Potem powoli ogarniałam tajniki blogowania, zaczęłam robić nieco lepsze zdjęcia, w międzyczasie zmieniłam szablon na bardziej przejrzysty, a wpisy stały się bardziej czytelne (… taką przynajmniej mam nadzieję…).
Przetestowałam sporo przepisów i poznałam wiele nowych smaków. Dzięki prowadzeniu bloga rozwinęłam się kulinarnie, przygotowując coś więcej niż tradycyjne schabowe z kapustą 😉 Na początku zachłysnęłam się blogowaniem, wstawiałam wiele przepisów, ale teraz znacznie zwolniłam tempo. W końcu prowadzenie bloga ma być dla mnie przyjemnością, a nie przymusem… Ma być odpoczynkiem od domowych i zawodowych obowiązków. Nic na siłę …
Robię wpisy wtedy, gdy mam na to ochotę. Raz rzadziej, raz częściej, we własnym tempie. Wtedy, gdy mam czas i chęci. I mam nadzieję, że mimo to Moje kucharzenie przetrwa w natłoku innych kulinarnych blogów. I nadal będziecie tu od czasu do czasu zaglądać – bo dzięki Wam mi się chce. Dziękuję ! 🙂
A po tym przydługim, nieco sentymentalnym wstępie czas na przepis. Wspomniane przeze mnie na początku wpisu lody są pyszne, delikatne, bardzo kremowe. Z wyczuwalną nutką kawy i Amaretto. Jak dla mnie mogłyby być nieco mniej tłuste, następnym razem dodałabym do masy trochę zwykłego mleka.
Mascarpone utrzeć z cukrem pudrem. Następnie dodać kawę i likier, zmiksować.
Śmietankę ubić, następnie dodawać stopniowo, po jednej łyżce do masy mascarpone, delikatnie mieszając. Wstawić do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na całą noc.
Schłodzoną masę przełożyć do maszyny do lodów i postępować zgodnie z wytycznymi producenta [ u mnie wystarczyło 15 minut w maszynie, a potem lekkie zmrożenie w zamrażarce].
Jeżeli przygotowujecie lody bez maszyny, należy masę zmrozić w zamrażarce, a podczas mrożenia co jakiś czas wyjąć pojemnik z lodami i zmiksować masę, aby rozbić tworzące się kryształki lodu.
Dla wzmocnienia smaku można przed podaniem posypać lody odrobiną kawy rozpuszczalnej.